Hm. Bożena Dzięglewska-Sain

Rok 1961. Początkiem mojej przygody i pracy harcerskiej był Zlot 50-Lecia w Lorne, Wiktoria. Bylam tam jedyną uczestniczką z Sydney. Oprócz wspanialych i niezapomnianych przeżyć harcerskich, na Zlocie poznałam druhnę Marzennę Piskozub, Referentkę Harcerek i Komendantkę obozu żeńskiego, oraz druha Henryka Ostrowskiego ówczesnego Komendanta Chorągwi w Australii jak i Komendanta Zlotu. Na zakończenie Zlotu otrzymałam od nich zadanie rozpoczęcia pracy harcerskiej na terenie Sydney, gdzie już było kilka prób założenia zastępu harcerzy, niestety nieudanych.

W tamtych czasach, w Sydney, rozwijało się kilka ośrodków polskich, ale nalepiej postawionym był ośrodek w Cabramatta. Był tam dobrze zorganizowany Dom Polski ze szkółką sobotnią do której chodziło dużo dzieci. Zdecydowałam, że to właśnie tam zacznę prace harcerską. Przyjęto mnie bardzo życzliwie i od razu dużo dziewczynek okazało zainteresowanie harcerstwem.

Pierwsza zbiòrka odbyła się w Domu Polskim 11-ego lutego 1961 roku na którą przyszło 14 dziewcząt, szybko więc powstały dwa pierwsze zastępy, Sokołów i Skowronków. Zbiórki musiały być ciekawe, wesołe, pełne różnych gier i zajęć, oraz nowych skocznych piosenek, bo odrazu odkryłam że dziewczęla bardzo lubią śpiew. Widocznie im się podobaly bo wkròtce zgłaszało się coraz więcej młodzieży do harcerstwa. Pierwsze zadanie to umundurowanie. Zdobyłyśmy fundusze i zaczęłyśmy pośpiesznie szyć mundurki.  Na Akademie 3-go Maja, cała drużyna stawiła się na tą uroczystość pięknie umundurowana.

Udział harcerek w Akademii wzbudził wielki podziw i duże zainteresowanie harcerstwem. Już w Bankstown, Marta i Jurek Lawrynowie, zaczęli tworzyć pierwsze zastępy dziewcząt i chlopców na tamtym terenie. Ponieważ powierzono mi opiekę nad wszystkimi powstającymi jednostkami, więc jeździłam też i tam, aby pomóc im jak tylko mogłam.

Pierwsza wizytacja przez druhnę Marzennę Piskozub która przyjechała z Melbourne aby sprawdzić naszą prace i poziom dotąd osiagnięty odbyła się w czerwcu 1961 roku. Była zadowolona i gratulowała wszystkim!

Pierwszy bieg na stopnie ochotniczki i tropicielki to był naszym pierwszym sukcesem. Pierwsze niezapomniane ognisko z Przyrzeczeniem dla trzech najstarszych harcerek, było wielkim przeżyciem dla nas wszystkich.  Wtedy to zatwierdzona została nasza drużyna jako 4 Ż.D.H. imieniem Marii Konopnickiej w Cabramatta.  W tym samym czasie chłopcy ze szkoły polskiej zaczęli się domagać aby i dla nich utworzyć zastępy.  Zaczęłam poszukiwania kogoś do zorganizowania drużyny męskiej.  Zglosił się Rysiek Karpiński i rozpoczął prace z chłopcami. Prowadził dobrze i sprawnie, więc wkrótce powstała drużyna harcerzy na terenie Cabramatta. 

Już w listopadzie, obie drużyny pięknie umundurowane brały udział w Akademii 11-go listopada. 

Potem mieliśmy kiermasz harcerski aby zdobyć pieniądze na sprzęt obozowy, bo oczywiście naszym celem był wyjazd na pierwszy obóz harcerski dla drużyn i zastępów w Sydney. 

Nasz pierwszy obóz letni odbył się w Mt. Crosby, Brisbane, w lecie 1961/62, razem z drużynami z Brisbane. Były tam dwa obozy, nasz żeński i męski niedaleko od nas.  Komendantką u nas była Druhna Maria Musiał, a ja pełniłam funkcję Oboźnej. Wielkie to było przeżycie dla drużyn z Sydney bo to był ich pierwszy w życiu obóz pod namiotami na polanie leśnej.  Ćwiczenia, gotowanie w kuchni, gry i alarmy nocne jak i też piękne chwile spędzane przy ogniskach.  A na końcu niebezpieczeństwo powodzi i ewentualnej ewakuacji obozów (do której na szczęście nie doszło) pozostawilo niezapomniane dla wszystkich uczestników wspomnienia. 

Mt. Crosby w QLD 1961/62 - Przyrzecznie Harcerek

W 1962 roku zostałam mianowaną referentką harcerek na Sydney. Praca w drużynach dobrze się rozwijała ale odczuwałam wielki brak doświadczonych instruktorek i instruktorów na naszym terenie. Byłam więc zachwycona jak udało mi się dotrzeć i zapoznać Druhostwa Jerzego i Aliny Wałdów, którzy na gorącą moją prośbę pomocy, od razu przystąpili do pracy i zawsze bardzo mnie wspierali pomocą i poradą w różnych trudnych sytuacjach jak i również w pracy z młodzieżą.

Ten rok  rozwinął i wzmocnił pracę w drużynach. Zbiórki były prowadzone całą drużyną ze względu na słaby język polski naszej młodzieży. Tylko niektóre zajęcia były przeprowadzane samymi zastępami.  Po prostu nie było innego sposobu, ale to bardzo dobrze wpłynęło na współżycie drużyny, bo dziewczęta się zgrały i zawiązała się silna przyjaźń między nimi.  Odbywały się różne spotkania, wycieczki, gry i zabawy razem z drużyną z Bankstown jak i początkującym zastępem w Ashfield.  Z czasem też do Bankstown zgłosiła się z pomocą doświadczona instruktorka, druhna Wanda Hrynaszkiewicz, która wzięła tamtejszą drużynę pod opiekę.

We wrześniu mięliśmy wizytacje druha Ostrowskiego, Komendanta Chorągwi Harcerzy, razem z druhną Piskozub. Chcieli sprawdzić sprężystość i poziom drużyn i sprawdzić jak wygląda harcerstwo w Sydney. Podczas tej wizyty została zatwierdzona drużyna harcerzy w Cabramatta i harcerek w Bankstown.  W ciągu tej wizyty  druh Ostrowski powołał nowy Hufiec “Polesie.” Pierwszym hufcowym zostal mianowany druh Jerzy Wałda, a ja nadal sprawowałlam obowiązki Referentki Harcerek przy nowo powstałym hufcu. Druhostwo Jerzy i Alina Wałda mocno się udzielali w pracy hufca i to dzięki ich zapale, pracy, pomocy oraz wsparcia w każdej sytuacji, że nasze drużyny tak wspaniale się wtedy rozwinęły.

Na obóz letni zadecydowałyśmy pojechać do Melbourne, gdyż jeszcze nie czułyśmy się na siłach aby mieć swój własny obóz, bo było nas za mało na taką ważną imprezę. Razem z harcerkami z Hufca “Podhale”, uczestniczyłyśmy we wspólnym obozie w przepięknej miejscowości Healesville, w pobliżu Melbourne.  Komendantką była doświadczona instruktorka druhna Wiesia Paszkiewicz. Obóz wspaniale prowadzony był wielkim sukcesem. Nasze harcerki wróciły do Sydney bogatsze w przeżycia, w zdobyciu nowych stopni i sprawności oraz w nawiązaniu nowych przyjaźni i kontaktów z harcerkami z “Podhala”.  Już miałyśmy nasze pierwsze pionierki w drużynie i byłyśmy z tego bardzo dumne.

W połowie 1963-go zdecydowałam się na wyjazd do Anglii.  Zdałam drużynę mojej przybocznej, Kasi Jakubowskiej, ale nad całością czuwała druhna Alina Wałda, więc byłam spokojna że wszystko nadal będzie sie dobrze rozwijać.

W Anglii ukończyłam korespondecyjny kurs na stopień phm.  Wzięłam udział w obozie dla phm.  W Stella Plage we Francji, jako pierwsza harcerka która przyjechała z Australii, więc odrazu otrzymałam przydomek ”Kangur” i tak pozoastałam do dziś dnia.

Z wielką ciekawością przyglądałam się i brałam udział w pracy Londyńskiego Hufca „Baltyk”.  Bardzo zaimponował mi ilość drużyn, ich postawa, oraz podejście do różnych zagadnień harcerskich no i wysoki poziom zbiórek drużyn niektórych z zastępów.  Zdałam sobie wtedy sprawę ile my w Sydney mamy jeszcze pracy aby sie zbliżyć do takiego poziomu.

Rok 1965.  W Sydney, nasz Hufiec „Polesie” zorganizował pierwszy obóz letni w Ingleburn dla swych drużyn, które zaprosiły i gościły młodzież z Hufca „Podhala”. Obóz udał się wyśmienicie! 

Jak wróciłam do Australii to dostałam posadę w Wollongong (na południu od Sydney) i ponownie objęłam swoją starą drużynę w Cabramatta.  Wracając na dawny teren odrazu założylam samodzielny zastęp wędrowniczek aby utrzymać starsze dziewczęta oraz wyszkolić je na funkcje w drużynie.  W Wollongong też założyłam zastęp harcerek przy polskiej szkółce który bardzo szybko się rozwijał.

Druhna Bożena z siostrą hm Jadwigą
Wróblewską

Rok 1966.  Rok Tysiaclecia, był kulminacyjnym rokiem intensywnej pracy harcerskiej na naszym terenie.  Najmłodszy hufiec w Australii, nasz Hufiec „Polesie” miał za zadanie zorganizowania Zlotu Tysiąclecia na terenie Picton Lakes w pobliżu Sydney.  Było mase roboty ale przy pomocy i poświęceniu  wielu ludzi, udało sie nam!  W tym Zlocie brało udział około 500 młodzieży ze wszystkich hufców w Australii: Mazowsze” (Adelaide), Podhale” (Melbourne), Pomorze” (Brisbane) i Polesie” (Sydney). Tyle młodzieży razem zgromadzonej jeszcze nigdy nie było na żadnej imprezie w Australii.  Widok ich wszystkich zebranych na różnych uroczystościach Zlotu, był naprawde bardzo imponującym.  Równocześnie podczs Zlotu odbył się Zjazd Insrtruktorów i Instruktorek Chorągwii, gdzie po raz pierwszy wszyscy z różnych terenów  razem się spotkali i poznali. Hufiec Polesie” odniósł wielki sukces i uznanie od wszystkich uczestników, bo Zlot udał się wspaniale a myśmy też byli bardo dumni z naszych osiągnięć.

W maju tego roku znowu wyjechałam aby uczestniczyć wraz z Kazią Rudnicką, w Zlocie w Stanach Zjednoczonych a potem powędrowałyśmy do Anglii, gdzie brałyśmy udział w największym harcerskim Zlocie Tysiąclecia polskiego chrztu.  Dołączyła się do nas Teresa Perłowska (teraz Adamska) jako trzecia delegatka z Australii.  Byłam jedyną z naszej trójki której udało się być na wszystkich trzech zlotach.

Z tą akcją kończy się mój rozdział pracy harcerskiej na terenie Sydney.

Po wyjeździe z Australii zamieszkałam w Anglii z Mamą.  Tam pomagałam znowu w Hufcu Bałtyk” w Londynie, biorąc udział w biwakach, obozach i w szkoleniu młodzieży.  W 1967 roku wydałam Ochotka". Był to mały kieszonkowy podręcznik dla ochotniczek.  Zostałam mianowaną harcmistrzynią. 

Przez kilkanaście lat mieszkałam we Włoszech gdzie wyszłam za mąż i założyłam rodzinę.  Tu nie było żadnej szansy na pracę harcerską. 

W latach 80-tych wróciłam z synem do Anglii, gdzie zajęłam się pracą z zuchami.  Pomagałam na różnych koloniach. Przez 5 lat prowadziłam też gromadę zuchów angielskich Brownies" w szkole gdzie uczyłam, bo nie było nikogo innego.  I stąd wziął się projekt książeczek dla naszych zuchów, ktory opracowałyśmy razem z druhną Danką Pniewską.  W 1987 roku nadaniem Głównej Kwatery Harcerek wyszły 4 Książeczki Zucha, oraz Książeczka dla Drużynowych Zuchów, które zostały rozprowadzone do naszych gromad zuchowych. 

 

Kangur” z Bożeną Laskiewicz, Danką Pniewska, Daną Bogdanowicz i z komendantem polskiej wyprawy na Jamboree 2007 w Wielkiej Brytanii.

Z wydawnictwem tych książeczek zakończyła się moja bezpośrednia praca z młodzieżą i zuchami. Teraz zostawiam pole do działania dla młodszych sprawniejszych i lepszych instruktorek.  

Czuwaj!

Bożena Dzięglewska-Sain hm.

 

Wrócić do strony "Nasze Instruktorki"